Odzyskać uwagę

Odzyskać uwagę

Tak wygląda prawdziwe powiadomienie. Nie wibruje, nie dzwoni i niczego nie sprzedaje. Po prostu czeka, aż je zauważysz.

Przed chwilą telefon zawibrował.

Nowa wiadomość.

Kilka minut później pojawiło się kolejne powiadomienie. Tym razem aplikacja przypomniała o czymś, co jeszcze rano wydawało się bardzo ważne.

Potem e-mail.

Reklama.

Krótki film polecany przez algorytm.

Powiadomienie z komunikatora.

Telefon od nieznanego numeru, który po odebraniu okazał się kolejnym automatycznym botem próbującym coś sprzedać.

Każdy z tych komunikatów trwa zaledwie chwilę.

Kilka sekund.

Jedno kliknięcie.

Jeden rzut oka.

Sam w sobie nie wydaje się problemem.

Dopiero wieczorem okazuje się, że takich chwil było kilkadziesiąt.

A może kilkaset.

Współczesny świat coraz rzadziej konkuruje o nasze pieniądze.

Najpierw musi zdobyć coś znacznie cenniejszego.

Naszą uwagę.

To o nią walczą media społecznościowe.

To o nią walczą portale informacyjne.

To o nią walczą sklepy internetowe.

To o nią walczą aplikacje, newslettery, platformy streamingowe i reklamodawcy.

Każdy z nich chce być tym pierwszym, którego zobaczymy po odblokowaniu telefonu.

Każdy przekonuje, że właśnie jego komunikat jest najważniejszy.

Że tylko dziś.

Że tylko teraz.

Że nie wolno tego przegapić.

To interesująca zmiana.

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu największym problemem było zdobycie informacji.

Książki kosztowały.

Biblioteki miały ograniczone zbiory.

Specjalistycznej wiedzy często trzeba było szukać tygodniami.

Dzisiaj wystarczy kilka sekund.

Informacji mamy więcej, niż jesteśmy w stanie przeczytać przez całe życie.

Technologia niemal całkowicie rozwiązała problem ich produkowania.

Nie rozwiązała jednak problemu ich odbioru.

Bo człowiek wciąż ma tylko dwadzieścia cztery godziny na dobę.

I jedną uwagę.

Coraz częściej mam wrażenie, że osiągnęliśmy punkt, w którym nie technologia jest ograniczeniem.

Ograniczeniem staliśmy się my sami.

Możemy budować większe centra danych.

Tworzyć coraz szybsze modele sztucznej inteligencji.

Publikować miliony nowych tekstów każdego dnia.

Nie potrafimy jednak sprawić, aby człowiek czytał milion razy szybciej.

Ani żeby potrafił naprawdę skupić się na tysiącu rzeczy jednocześnie.

Kilka dni temu przeglądałem dyskusję pod jednym z wpisów na LinkedIn.

Sam post nie był szczególnie zaskakujący.

Pod nim pojawiły się dziesiątki komentarzy.

Większość wyglądała podobnie.

Gratulacje.

Brawo.

Świetny pomysł.

Dopiero dwa komentarze wnosiły coś nowego.

Jeden zwracał uwagę na rzeczywiste wyzwania psychologiczne związane z projektem.

Drugi napisał konkurent, spokojnie zauważając, że podobne rozwiązanie działa już od lat i obsługuje tysiące użytkowników.

Po przeczytaniu całej dyskusji uświadomiłem sobie, że najwięcej wartości znalazło się właśnie w tych dwóch wypowiedziach.

Reszta nie była fałszywa.

Po prostu niewiele zmieniała.

Może właśnie tak wygląda dzisiaj znaczna część internetu.

Coraz więcej treści.

Coraz mniej nowych informacji.

To prowadzi do jeszcze jednej myśli.

Mówimy często o marnowaniu czasu.

Ale może bardziej trafne jest określenie marnowanie zasobów.

Każdy artykuł, każdy film, każda grafika i każdy wpis powstają dzięki pracy ludzi, energii elektrycznej, serwerom i coraz częściej również ogromnej mocy obliczeniowej.

Jeżeli efektem tego wszystkiego jest treść, która po kilku minutach znika wśród tysięcy podobnych, warto zadać sobie pytanie, czy potrafimy jeszcze odróżnić ilość od wartości.

Paradoks polega na tym, że im więcej bodźców pojawia się wokół nas, tym ważniejsza staje się umiejętność... ignorowania.

Nie każdej wiadomości.

Nie każdego powiadomienia.

Nie każdej reklamy.

Nie każdego telefonu.

Jeszcze kilka lat temu ignorowanie kojarzyło się raczej z brakiem zainteresowania.

Dzisiaj coraz częściej staje się formą dbania o własną uwagę.

Bez niej trudno przeczytać dobrą książkę.

Napisać przemyślany tekst.

Rozwiązać skomplikowany problem.

Albo po prostu spokojnie pomyśleć.

I wtedy wystarczy wyjść z domu.

Do ogrodu.

Na winnicę.

Do lasu.

Tam wszystko działa według zupełnie innych zasad.

Winorośl nie wysyła powiadomienia.

Hej, właśnie rozpoczęło się veraison! Kliknij tutaj!

Nie przypomina o sobie co godzinę.

Nie wyświetla reklamy.

Nie próbuje zatrzymać Cię na kolejne trzy minuty.

Po prostu dojrzewa.

Jeżeli dziś nie zauważysz pierwszych przebarwionych gron, będą tam również jutro.

Las nie walczy o Twoją uwagę.

Ptaki nie proszą o subskrypcję.

Drzewa nie wysyłają newslettera.

Przyroda niczego od nas nie chce.

Po prostu jest.

Być może właśnie dlatego tak dobrze działa na człowieka.

Nie dlatego, że jest ucieczką od technologii.

Technologia sama w sobie nie jest przecież problemem.

Problem pojawia się wtedy, gdy przez cały dzień ktoś lub coś próbuje decydować, na czym powinniśmy skupić uwagę.

A uwaga jest zasobem skończonym.

Nie da się jej rozbudować jak pamięci serwera.

Nie da się jej podwoić kolejną aktualizacją.

Nie można jej kupić.

Przez tysiące lat ludzkość uczyła się zdobywać informacje.

Być może jednym z najważniejszych wyzwań XXI wieku stanie się opanowanie zupełnie innej umiejętności.

Świadomego wybierania tego, co naprawdę zasługuje na naszą uwagę.

I równie świadomego pomijania wszystkiego, co jej nie warte.

Bo być może największym luksusem przyszłości nie będzie dostęp do kolejnej informacji.

Będzie nim możliwość spokojnego spojrzenia na dojrzewające grona winorośli bez choćby jednego powiadomienia, które przypomni nam, że właśnie teraz ktoś jeszcze walczy o kilka sekund naszego życia.